Różne odcienie śmiechu w spektaklu o młodszym lejtanancie Zubowie
Misza bliski nam wszystkim

Miszka Zubow, pełen zdziwienia, po wileńskich ulicach kroczył. I widział. Burżuazyjne ścierwo, co ni wstydu, ni skromności jakiej w sobie nie miało. Poubierani oni wszyscy, jakby gdzie się na bal wybierali i bogactwo takie wszędzie. Aż Miszce głupio się zrobiło, że chociaż nie naperfumował się. A na dodatek jeszcze wkoło propagandę kapitalistyczną sieją, burżuje jedne! Chleb, bułki, nawet ciastka, ot tak, na witryny piekarni wykładają... i sprzedają, ile kto chce!

I kiedy nasz lejtan biega po scenie, łapiąc się co chwila, za głowę, zupełnie zagubiony w otaczającej go rzeczywistości, widzowie przerzucają się śmiechem: to przepełnionym rozbawieniem i życzliwością, to znowu pełnym kpiny.

Jednak w obliczu absurdów XX wieku bez śmiechu obyć się jest raczej trudno. Trudno jest także nie odczuć w sobie choć nutki, jeśli nie całej melodii ciekawości. Widzimy bowiem Miszkę ciasno skrępowanego płaszczem propagandy, który oddziela nas – widzów, współczesnych od niego – czerwonego prymitywa, tworząc barierą nierealności. Ale czy faktycznie dzieli nas aż tak wiele?

Próbując odnieść jego ograniczenie do obecnej rzeczywistości, odnajduję całą szafę krępujących nas płaszczy, choć zdecydowanie dyskretniejszych. Choćby media, reklamy, otoczenie. I nie trudno dać się im zmanipulować – wystarczy jedynie zatrzymać obieg myśli, na rzecz bezmyślnego przyjmowania tego, co jest nam serwowane.
Aleksandra Zimnoch

Zobacz nas na Facebook.pl
Realizacja:

Napisz do nas

Twój podpis:

Kontakt: (email, telefon)


Nie musisz wypełniać wszystkich pól!

Zobacz też stronę kontakt

Twoja wypowiedź, opinia, komentarz:

×