Wędrówki z Kazaneckim - spotkanie pierwsze - 21.03.2009
POETA JAKI JEST
Gościem pierwszego spotkania w cyklu "Wędrówki z Kazaneckim" była wdowa po Poecie, Pani Halina Kazanecka. Warsztaty wiersza poprowadzili aktorzy: Magdalena Kiszko-Dojlidko i Bernard Maciej Bania. W spotkaniu uczestniczyło ponad stu gimnazjalistów i licealistów z Białegostoku i z woj. podlaskiego.
Przepis na poetę: chodzić wolniej, widzieć więcej
Tak przynajmniej wynika z pierwszego spotkania z cyklu "Wędrówki z Kazaneckim", warsztatów teatralno - poetyckich zorganizowanych w ramach obchodów Roku Kazaneckiego. W sobotę do Teatru Dramatyczego. przyszli głównie uczniowie gimnazjów i szkół średnich. Gościem specjalnym była Halina Kazanecka - wdowa po poecie. Opowiadała o mężu w domowych pieleszach.
Pierwszą część spotkania poprowadzili aktorzy Magdalena Kiszko-Dojlidko i Bernard Bania. Uczestnicy na "dzień dobry" dowiedzieli się, że Kazanecki był człowiekiem wysokim, więc znajomi często żartowali, że chodzi z głową w chmurach. - Nie o wzrost tu jednak chodziło. Kazanecki marzył. Wyobraźnia to coś niezwykłego - zaczęła Kiszko-Dojlidko.
W pewnym momencie kazali wszystkim zamknąć oczy i wyobrazić sobie jak mógł wyglądać stół z czytanego właśnie wiersza "Piątek". Z sali padały przeróżne odpowiedzi. Ktoś powiedział, że stół był okrągły. Ktoś, że kwadratowy, niektórzy widzieli ceratę, inni - "goły" blat. W wierszu na stole stała zupa. Na pytanie jaka to zupa i jak smakowała, również padło szereg różnych odpowiedzi.
- Poezję należy właśnie postrzegać w taki sposób, wszystkimi zmysłami i jak najbardziej osobiście. Należy czytać sztukę poprzez siebie, a nie zastanawiać się, co autor chciał powiedzieć - mówili prowadzący. Poza "Piątkiem" można było usłyszeć jeszcze : "Piłem wino i śmiałem się z przyjaciółmi" czy "Tyle wierszy poszło na marne". Dużo czytać, interesować się co się dzieje wokół, patrzeć dokładniej, rozmawiać z ludźmi - to przepis na ciekawe życie, a może nawet na zostanie poetą - dywagowała Kiszko-Dojlidko.
Potem wieczór należał do Haliny Kazaneckiej. Rozmowę z nią poprowadził Jerzy Szerszunowicz, który zaczął od pytania, czy życie z poetą nie jest przypadkiem nudne? Kazanecka odpowiedziała, że wręcz przeciwnie.
- Nigdy się nie nudziliśmy, zawsze było o czym rozmawiać. Mąż miał też ogromne poczucie humoru - mówiła żona poety. Przekonywała, że pisanie wierszy to też ciężka praca. Czasami jest tak, że trudno jest przelać myśli na papier i trzeba godzinami szukać odpowiedniego słowa. Prowadzący przypomniał wtedy dowcip o Kraszewskim. Znajomi przychodzą do domu Kraszewskiego, a tam rodzina chodzi na paluszkach i każe zniżyć ton głosu. Na pytanie: "dlaczego ?", domownicy mówią, że mistrz od ośmiu godzin pracuje nad lekkością stylu.
- To pewien stereotyp, że jak się ma w domu poetę to nikt nie może przeszkadzać mu w tworzeniu. Poeta to też normalny człowiek - śmiała się Kazanecka. Później posypały się pytania z sali. Pierwsze dotyczyło tego, czy poeta pisze tylko wtedy gdy jest nieszczęśliwy. - Mąż pisał wiersze o charakterze, powiedziałabym, społecznym. Były one raczej refleksją nad rzeczywistością, pisanie wynikało z obserwacji świata - mówiła Halina Kazanecka. Uczestnicy pytali też o realia, w jakich tworzył poeta. Można było dowiedzieć się jak ludzie piszący borykali się z cenzurą, czy centralnym przydziałem papieru. Warsztaty oceniali pozytywnie.
- Dają wiele do myślenia. Prowadzący przypomnieli mi, że oceniając na ludzi, nie należy opierać się tylko i wyłącznie na pierwszym wrażeniu. Trzeba patrzeć głębiej, a nie "po łebkach" - mówiła Magdalena Snop, uczennica Państwowego Gimnazjum nr 5 w Białymstoku.
- Sam trochę próbuję pisać wiersze. Spotkanie było więc w moim przypadku inspirujące. Poza tym, ciekawie było posłuchać osoby tak bliskiej poecie, jak jego żona - komentował Łukasz Gąsowski z Liceum Ogólnokształcącego nr 1 w Wysokim Mazowiecku.
Sobotnie spotkanie było pierwszym z cyklu. Będzie jeszcze pięć, następne 25 kwietnia (przyjść może każdy). Aktorzy teatru pokażą jak odpowiednio posługiwać się oddechem, rozkładać akcenty, czy właściwie intonować frazy. Będzie też muzyka na żywo oraz spotkanie ze specjalnymi gośćmi, którzy opowiedzą jak wyglądał Białystok w wierszach Kazaneckiego.
Tomasz Mikulicz, Gazeta Wyborcza, 22.03.2009
Wędrówki z Kazaneckim. Pierwsze warsztaty odbyły się w sobotę. Sala była pełna po brzegi.
Pierwsza "wędrówka z Kazaneckim" już za nami. W sobotę sala w Teatrze Dramatycznym im. A. Węgierki była wypełniona po brzegi. Co poniektórzy stali nawet na korytarzu.
Spotkanie zaczęło się od warsztatów teatralno - poetyckich. Klimat był naprawdę niezwykły. Bo tu wierszy nie czytano w sposób podręcznikowy. Przeżywano je razem z poetą. Bo kim jest poeta?
Człowiek taki, jak każdy z nas. A jednak trochę inny. Bo więcej widzi, bo głębiej przeżywa. Potrafi dostrzec to, co nieco ukryte i pozornie niewidoczne. Dlatego podczas czytania poezji szczególnie ważna jest wyobraźnia. W wierszu przecież każdy najmniejszy szczegół może mieć ogromne znaczenie. Tak samo, jak w życiu.
reklama
Miłość to nie tylko słowo "kocham"
Na przykład taki obrazek: kobieta gotuje zupę. Czy w ten sposób przedstawia się wielką miłość? Przygotowywanie obiadu. Zwykła, codzienna czynność. Ale spójrzmy jeszcze raz na tę kobietę. Przecież w tym czasie może iść do kina, do teatru, może spotkać się z przyjaciółmi. A ona gotuje zupę. A jeśli jej ukochany nie lubi pietruszki, to ona z tej zupy wyławia wszystkie jej listeczki. I to jest właśnie wielka miłość, która przejawia się w prozie życia.
Taki sposób czytania wiersza uczy, jak dostrzegać więcej w na pozór małych rzeczach. I przydaje się nie tylko podczas czytania poezji. Pokazuje nam, że ważne jest, aby patrzeć nie na to, co z wierzchu, ale na to, co ukryte w głębi.
Bliżej poety, bliżej człowieka
O swoim mężu pięknie mówiła Halina Kazanecka. Pięknie - to znaczy: z miłością. O swoim życiu u boku poety opowiadała nie z wyżyn poezji, ale z prozy codzienności. O tym, jak palił w piecu, bo to "męski obowiązek". O tym, jak irytowały go spóźniające się autobusy. I o tym, jak trudno jemu - mężczyźnie o wzroście dwóch metrów - znaleźć koszulę, której rękawy sięgałyby nadgarstków, a nie kończyły się za łokciem.
- O Kazaneckim wcześniej niewiele słyszałyśmy. Przyszłyśmy z czystej ciekawości - mówiła Magdalena Pasyńczuk, która wzięła udział w spotkaniu. Na warsztaty teatralno - poetyckie namówiła ją koleżanka, Ksenia.
- Forma zajęć była bardzo ciekawa. Na pewno wybierzemy się za miesiąc - zapewniała z uśmiechem Ksenia Nester.
(mu), Kurier Poranny, 22.03.09
















.jpg)






Zobacz nas na Facebook.pl
