Samotny zachód
Autor: Martin McDonagh
Bohaterami sztuki są dwaj mieszkający nienawidzący się bracia: Valene i Coleman. Są wobec siebie brutalni, cyniczni, nieustępliwi. Potrafią walczyć nawet o to, kto zje chrupki. Są zdolni do wszystkiego, byle tylko zaznaczyć swoją przewagę. Braci próbuje pojednać ksiądz Welsh. Alkoholik, fan piłki nożnej, a jednocześnie prawdziwie wierzący katolik i kapłan, głęboko przeżywający swoje powołanie. Z księdzem flirtuje Girleen - dziewczyna, która podobno "pójdzie z każdym", a na pewno handluje bimbrem.
Akcja rozpoczyna się w dniu pogrzebu ich ojca, którego Coleman rzekomo przez przypadek śmiertelnie postrzelił z dubeltówki. Po ceremonii do domu braci przychodzi Ksiądz Welsh, który usiłuje doprowadzić do zgody między nimi. Nie odnosi jednak na tym polu najmniejszego sukcesu. Jego kazania do niewielu chyba przemawiają, bo we wsi doszło ostatnio do dwóch morderstw - mąż zabił żonę siekierą, a córka matkę zadźgała pogrzebaczem. Sam przed sobą i braćmi przyznaje się, że nie jest dobrym kapłanem, bo nie umie przemawiać do ludzkich sumień.
Momentem kulminacyjnym jest samobójcza śmierć jednego z głównych bohaterów. Czy pozostali zdołają wyciągnąć z niej właściwe wnioski i zmienić swoje życie?
Farsowe postaci, komiczne sytuacje, cięty dowcip, doskonale napisane dialogi i wartka akcja - oto zalety "Samotnego zachodu". Można powiedzieć, że to ostra, momentami "czarna" farsa. To prawda. Jednak w tym rubasznym kostiumie łatwo dostrzeżemy prawdziwy ludzki dramat.
"Samotny zachód" to gwarancja śmiechu do łez, które... mogą okazać się prawdziwe.
Warto przeczytać co piszą młodzi: FIJETER
Premiera: 25 kwietnia 2008
Scena: mała
Cena: bilet normalny 21 zł, ulgowy 16 zł
Czas trwania spektaklu: 90 min.
Przekład: Klaudyna Rozhin
Reżyser: Gienadij Muszpiert
Scenografia: Katarzyna Gabrat-Szymańska, Tomasz Szymański
Obsada:
· Bernard Maciej Bania: Ojciec Welsh
· Katarzyna Mikiewicz: Girleen Kelleher
· Rafał Olszewski: Coleman Connor
· Sławomir Popławski: Valene Connor
Recenzje:
Kto chce obejrzeć na scenie wolną amerykankę, usłyszeć stek wyzwisk, a czasem uśmiechnąć się kątem ust - "Samotny zachód" w Teatrze Dramatycznym jest jak znalazł. To spektakl o zagubionych ludziach, przygniecionych agresją. (...)
Mamy tu galerię frustratów i pechowców. Bracia, paskudni osobnicy, uprawiają rywalizację: "kto komu bardziej dokopie". Starszy (Sławomir Popławski), hipokryta, kolekcjonuje święte figurki, a w kategorii: "toksyczne rodzeństwo" zdobyłby pierwszą nagrodę. Młodszy (Rafał Olszewski) nikogo nie szanuje, wyrywa się do bitki, strzelić do ojca to dla niego pestka. Godzić ich próbuje ksiądz nieudacznik, z ciągłym kryzysem wiary. W tym towarzystwie jest jeszcze Girleen (Katarzyna Mikiewicz), dziewczyna handlująca bimbrem, marząca o lepszym życiu.
Monika Żmijewska - Gazeta Wyborcza, 30.04.2008
Farsa Martina McDonagha jest zaskakująca: zamiast głupawych żartów z "wyższych sfer" proponuje autentyczny dramat. Zaśmiewamy się do łez, które mogą okazać się prawdziwe. Szczególnie w oku polskiego katola.
Czy ksiądz alkoholik przeżywający pięć razy w tygodniu kryzys wiary jest zabawną postacią? Jasne, że tak! Wielebny Welsh jest groteskowy, godny pożałowania i wykpienia. Ale jednocześnie w tym swoim nieudolnym zmaganiu ze słabościami ciała i ducha staje się istotą godną szacunku - w upadku (a właściwie serii potknięć) objawia się jego człowieczeństwo. W podobny sposób pokazywane są wszystkie postaci "Samotnego zachodu". (...)
Najciekawiej wypadł Bernard Maciej Bania. Jego Welsh był niemal bez skazy naturalny. Prosty klecha, alkoholik udręczony niepowodzeniami w posłudze kapłańskiej. Jest przejmująco szczery - i w modlitwie, i w rozpaczy z powodu przegranego meczu.
Objawieniem okazała się Katarzyna Mikiewicz (Girleen). Możemy ją pamiętać z "Czarownic z Salem" i z "Wiwisekcji". Pierwsza duża rola i duży sukces. Po obejrzeniu "Samotnego zachodu" jakoś nie potrafię sobie wyobrazić innej aktorki Dramatycznego w roli Girleen. Zapewne to urok "nowej twarzy", ale chyba nie tylko. Wystarczy popatrzeć, jak Mikiewicz radzi sobie z otwierającą spektakl jazdą na hulajnodze - banalny wstępniak zamienia w małą etiudę, zawłaszcza uwagę publiczności. Nie mówiąc ani słowa, buduje postać pewnej siebie małolaty, świadomej swych kobiecych wdzięków i tego, co chce w życiu osiągnąć.Gdyby "Samotny zachód" był egzaminem aktorskim, to wystarczyłaby ta jedna scena, żeby zdać go celująco. Słabiej wypadły sceny rozpaczy - płacze i jęki brzmiały nieco sztucznie. Za to sekwencje z Girleen w roli małego drapieżnika były w zasadzie bez zarzutu.
Druga połowa scenicznego kwartetu, Sławomir Popławski i Rafał Olszewski (jako wojujący, przez lata skłóceni bracia Valene i Coleman), zasługuje na ukłon "czapką do ziemi". To, że Olszewski potrafi, było wiadomo od dawna. Zaskoczeniem jest niezwykle staranna kreacja Popławskiego. Oglądamy człowieka ograniczonego, prostaka, który w swej manii kontrolowania, posiadania na własność ociera się o psychozę. To chyba pierwsza w karierze Popławskiego rola, która zostanie zapamiętana na długo i z sympatią. Kontrapunktem jest postać Olszewskiego - porywczy, zwierzęco impulsywny, chaotyczny. Obaj dziecinnie zajadli w sporach, ukrywający za fasadą cynizmu i agresji potrzebę ciepła. Samo życie. Udany duet.
Jerzy Szerszunowicz - Kurier Poranny, 05.05.2008







Wstecz



.jpg)






Zobacz nas na Facebook.pl
